26 sierpnia 2011

Wymianka kawowa i cukiniowy dżem!

Dziś szybko.

Zrobiłam pyszny dżem z cukinii z tego przepisu. Tak naprawdę znalazłam go na którymś z blogów ale teraz nie mogę sobie przypomnieć. W każdym razie - dżem się studzi, smakuje pysznie, nadmiar cukinii został zużyty a nikt z domowników nie dowie się (nim nie zje) co jadł:)

Zapisuję się też zaraz na wymiankę kawową na blogu Marty, do czego także Was serdecznie zapraszam :) Baner na lewym pasku.

Zapraszam także chętnych do zapisanie się u mnie do zabawy "Podaj dalej". Informacje bliższe tu.

A teraz idę odpoczywać twórczo :)

24 sierpnia 2011

Leje, grzmi i błyska..

.. więc plany wyjściowe wzięły w łeb. Burza taka, że głowa mała. Moje chłopaki śpią , więc żeby im nie przeszkadzać postanowiłam po cichu wrzucić kilka fotek i zgłosić się na owocowe wyzwanie na blogu Modrak Cafe.
Do zabawy zgłaszam serduszko poziomkowe, o to:

Prócz poziomkowego serduszka zrobiłam jeszcze dwie sztuki:


Każde jest inne, co widać na poniższym, wspólnym zdjęciu:

Zrobiłam też dwie ramki na zdjęcia. Motyw z kolorowymi kwiatkami marzył mi się na ramce od dawna a ostatnio oglądam wysyp identycznych na zaprzyjaźnionych blogach :)
Ramka ze złotymi zawijasami miała być bardziej złota ale przez nieuwagę nakleiłam serwetkę bardziej matową, lewą stroną do wierzchu i tak zostawiłam.





Zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia ale przy mojej umiejętnoci obsługiwania aparatu i tej pogodzie nic więcej nie wyczaruję.

A na koniec nasz mały Królik - Puciek :)



Jeszcze słowo gwoli wyjaśnienia - nasz Królik jest jak pies. Podobno ta rasa tak ma. Chadza po całym domu i jak przystało na prawdziwego faceta sam wybrał sobie miejsce w którym spędza większość dnia i gdzie śpi. Wcześniej tę półkę zajmowały moje materiały do decoupagu. Teraz jest to drugi dom (po wiecznie otwartej klatce) Królika.

23 sierpnia 2011

Jestem. Podaj dalej.

Jestem.
Już od trzech tygodni na urlopie. Szczerze mówiąc - bokiem już mi to wolne wychodzi:) Ale jeszcze tydzień i ciut i zacznie się dziać:)
Wrzesień w przedszkolu zawsze jest pracowity, wiadomo, nowe dzieci trzeba oswoić z sytuacją, z rozstaniem z rodzicami, przedszkolem, z innymi dziećmi, z nami nauczycielami. Także teraz marudzę a we wrześniu wcale lepiej nie będzie - pewnie też będę marudzić, bo będę przepracowana.

Pierwszy tydzień urlopu spędziliśmy w górach. Wybraliśmy się z grupką znajomych do Szklarskiej Poręby. Jako, że Czechy za winklem, odwiedziliśmy też Harrahov.
Oto malusia fotorelacja:










Powiedziałabym, że było super - towarzystwo dopisało, pogoda była całkiem całkiem.
Powiedziałabym, gdyby nie fakt, że w czasie naszego urlopu straciliśmy naszego towarzysza - Królika. Nasza dwuletnia Królica miała guza na jelicie. Pociesza mnie myśl, że nie cierpiała długo, bynajmniej długo nie dawała znaków, że boli. Dopiero dwa dni po naszym wyjeździe zadzwoniła do mnie Mama, że Królik jest osowiały, nie je i nie załatwia się, więc ona jedzie do weterynarza. Kolejny telefon informował o "jakiejś kulce w brzuchu, którą królik musi wydalić" i o tym, że następnego dnia jadą na rentgen. Rentgena nie było. Wieczorem, gdy zrobiliśmy sobie ognisko, zadzwoniła Mama. Ryczała w słuchawkę jak bóbr, ledwo wydukała, że królik nie żyje. A ja nie pamiętam co się działo. Zaczęłam wrzeszczeć, ryczeć i Pan M. zabrał mnie do pokoju. Płakaliśmy całą noc próbując się na wzajem pocieszyć. Rano pomyśleliśmy, że może w tej sytuacji to lepiej, bo Królik nie cierpi, ale nawet ta świadomość nie poprawiała nam nastrojów. Pan M. dwoił się i troił, żebym nie myślała, ja się starałam ale musieliśmy to po swojemu, osobno i razem przetrawić. Kundzia była naprawdę przemądrym Królikiem. I traktowaliśmy ją jak dziecko. Może to śmieszne ale tak było. Później było już tylko lepiej, nasi znajomi bardzo nam pomogli. Mi pomogli. Swoja obecnością i cichym wsparciem za co jestem im bardzo wdzięczna. Po powrocie do domu zastaliśmy pustą klatkę, żal, smutek i pustka. Znów płakaliśmy. Wiedziałam, że tak będzie bo chciałam, by Królik został u weterynarza. My pożegnaliśmy ją po swojemu. Pojechaliśmy do Doliny Radości i tam zakopaliśmy jej ulubione zabawki.

Dziś jest z nami mały Puciek. Nie wyobrażaliśmy sobie, że nie mamy zwierzaka. Jest zupełnie inny i fantastyczny na swój sposób:) Myślę, że teraz wszyscy są szczęśliwi. Ja też. No może Pan M. trochę mniej bo Puciek jest facetem i bardziej niż do niego lgnie do mnie:)

Miałam pisać o czym innym, ale napisałam co mi na wątrobie tkwiło. Ulga:)

Później właściwie siedzieliśmy już w domu, wyskakując tu i ówdzie. W końcu w Gdańsku jest co robić, choć na jarmark w tym roku się nie załapałam.

Z działań twórczych coś tam do pochwalenia się mam ale to w kolejnym poście bo jeszcze nie obfociłam.
Następnym razem pokażę też Pućka:)

A z rzeczy ważnych jeszcze, zapisałam się na zabawę "Podaj dalej" u kasiekw. Zapraszam wszystkich chętnych do zabawy.

Zasady:

1. trzeba zgłosić się (pierwsze trzy osoby) - pisząc komentarz pod tym postem,
2. zorganizować taka sama zabawę na swoim blogu
3. w przeciągu 365 dni wysłać własnoręcznie zrobiony prezencik do tych osób, które zgłosiły się do zabawy
4. w zabawie można brać udział 3 razy.

EDIT: zapisałam się na drugą wymiankę do Majki w związku z czym czekam jeszcze na pięć osób bo na obecną chwilę mam tylko jedną chętną.

Idę lakierować:)