20 lutego 2011

Nie ma tego złego..

..co by na dobre nie wyszło. Tak bynajmniej mówią:)

Oj, jaka byłam zła w zeszły weekend - złapałam COŚ od przedszkolaków. COŚ objawiło się jak rotawirus - ustać nie mogłam o własnych siłach a jedyną częścią ciała, jaką czułam w posiadaniu, było brzucho. Okropnie bolące brzucho. Pomijam inne dolegliwości jakie mi wtedy towarzyszyły ale funkcjonować nie mogłam ani ani. Całą niedzielę spędziłam w szpitalu zakaźnym oddając krew do badań w celu ustalenia co mi dolega, podłączona do kroplówek i szpikowana zastrzykami przeciwbólowymi. COŚ pozostaje CZYMŚ niezidentyfikowanym, ponieważ wszelkie wykonane badania rotawirusa nie potwierdziły, choć objawy ewidentnie na niego wskazywały. Cokolwiek to było, było na pewno zakaźne, bo przede mną i po mnie zapadło na to pół przedszkola - dzieci zaraziły też częściowo swoje rodziny. Spowodowany chorobą kilkudniowy, obowiązkowy post strasznie mnie wymęczył. Gorzka herbata i suchary, w porywach kaszka manna, to nie jest kulinarny szał:) Ale gdy się post skończył - o Kochani - odkryłam w sobie pasję do kucharzenia:)) Nigdy nie lubiłam pitrasić, stanie przy garach traktowałam jak karę a teraz - proszę bardzo - pierwsza pędzę do kuchni. Dziś rano smażyłam naleśniki (Boże, tyyyle roboty - myślałam kiedyś), a prócz obiadu pokusiłam się nawet na zrobienie ciasta - karpatki!
We wtorek zrobiłam ciasteczka czekoladowe, w czwartek sernik na zimno, ten sernik, który pamiętam z dzieciństwa i którego nie jadłam sto lat, bo nikt takiego już nie robi a ja byłam pewna, że nie umiem. A to TAKIE łatwe, zajęło mi w sumie 40minut (ziąb na dworze był pomocnikiem w przyspieszonym studzeniu kolejnych warstw z masy serkowo-galaretkowej:))
Wczoraj by odpocząć od słodkości zrobiłam sałatkę.





Powiem Wam szczerze, że jestem z siebie dumna. W końcu zaczynam się czuć jak prawdziwa kobita, co i ugotować coś chłopu potrafi:))

Na polu twórczym.. cóż.. to gotowanie trochę zajmujące jest:) Dopiero co obrobiłam się z gliniakami - zdążyłam je ostatnio oszlifować i pomalować, bo zdekupażowanych oczami wyobraźni nie umiałam zobaczyć. Ale o nich będzie w następnym poście bo jeszcze się suszą.

Na koniec - o wyróżnieniu które dostałam od Magdy - jestem mile zaskoczona i cieszę się, że moje pomysły inspirują czasem ją i jej córeczkę do działania:)

Według zasad powinnam wyróżnić teraz 10 blogów ale jest to a wykonalne - chciałabym wyróżnić, a tym samym gorąco polecić - wszystkie blogi, które mam na pasku bocznym. Każdy z nich jest dla mnie inspiracją i nie byłoby uczciwie wybrać spośród nich jedynie 10. Pomijam fakt, że wciąż znajduję w przepastnych czeluściach internetu nowe, inspirujące miejsca i pomysły:)

Wracam do lakierowania serduszek by móc się nimi pochwalić niebawem:)

05 lutego 2011

czas mi ucieka między palcami

Ostatnie dwa tygodnie miałam wyjęte z życiorysu - do przedszkola przyjęłyśmy chłopca, który okazał się dzieckiem ponad nasze siły. Czterolatek nie potrafiący samodzielnie jeść, załatwiający się w pampersa, nie potrafiący się w ogóle bawić i dostosować do sytuacji. Wracałam do domu i padałam na twarz. Nie chcę opisywać tej strasznej historii, ale przerażona jestem dalszymi losami owego dziecka. Rodzice w ogóle niewydolni wychowawczo a do tego głusi na porady i wskazówki. Zamiast współpracować z nami nad jego rozwojem postanowili obrażeni zabrać dziecko i zostawić je z prawie 80cioletnią babcią, która zapewne sama wymaga już opieki. Dziecka mi żal ale z drugiej strony odetchnęłam z ulgą - Chwała Ci, Najwyższy - będę żyła, nie wykończy mnie ten mały i jego rodzice!

W międzyczasie w przedszkolu miał miejsce Dzień Babci i Dziadka co także w znacznym stopniu zaprzątnęło mój czas, energię i nerwy.

Planów twórczych miałam całą masę a zrobiłam niewiele..
Zaczęłam robić słoiczki na przyprawy do kuchni, proste ale moim zdaniem urocze w swej prostocie - mała zajawka:

Na razie są trzy, w planach jest więcej. Skończone pokażę w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Z rzeczy twórczych, prócz wspomnianych słoiczków, zrobiłam jeszcze zawieszki z gliny samoutwardzalnej, które planuję ozdobić, choć sama jeszcze nie wiem jak:



Po za tym doszło do mnie w końcu zamówienie z drewlandii, będę musiała trochę poszaleć :):


Planowałam po(po)tworzyć dziś trochę ale najpierw odespałam ciężki tydzień, później spędziłam zbyt dużo czasu po za domem - u mechanika i na zakupach. Po zrobieniu obiadu, ogarnięciu chałupy i wywieszeniu kilku prań zastała mnie godzina w której postanowiłam napisać jeszcze tego posta. Teraz już tęsknym wzrokiem zerkam w stronę łóżka..

ps. zapomniałabym, dostałam wyróżnienie ale o tym postaram się napisać krótce..:)