21 czerwca 2010

***

Jestem wykończona.
Nie wiem jak ja to robię ale weekend zawsze zamiast ładować moje baterie na tydzień pracy wysysa ze mnie resztki energii.
Nie siedzę na tyłku, zajęć jest TYYYLE albo i więcej jeszcze. Wszystkie wydają mi się ważne i z żadnego nie umiem zrezygnować.
A czasu mam wrażenie jak na lekarstwo, jakby każda kolejna doba była krótsza od poprzedniej.

Wczoraj miałam jazdę po 5tygodniach przerwy. Samochód zdziczał, oczywiście, że nie ja miałam problem tylko auto było do kitu. Po wczoraj w ogóle nie czuję się na siłach jeździć a za dwa tygodnie czeka mnie egzamin. Fajnie byłoby go zdać. Czuję się gorzej niż na początku nauki, choć podobno wcale nie jest tak tragicznie.. Po powrocie do domu musiałam sobie 'chlapnąć' na uspokojenie. Nie dość, że czas i pieniądze to też znaczne nerwy mnie kosztuje przyjemność, jaką jest posiadanie prawka.

A' propos pokażę Wam zabawnego demota – przypomniał mi testy jakie zdawałam niedawno w PORDzie:


Dodatkowo, wyprowadzamy się z obecnie zamieszkiwanego domu. Do Rodziców. Marzy mi się wystąpić „o” i dostać kredyt by w końcu kupić coś na własność. Pan M. myślą o dożywotnim spłacaniu odsetek jakoś się nie zachwyca więc nie kiwa palcem w tej sprawie a ja nie mam siły działać w tym zakresie w pojedynkę. Ale poddać się nie mogę – mam dość wynajmowania i płacenia za nic, nie chcę zbyt długo denerwować Rodziców swoją obecnością więc czeka mnie przeprawa z przeliczaniem moich zarobków na zdolność kredytową i użeranie się z urzędnikami.

Jutro kończy mi się nieoficjalnie Rok Przedszkolny. Nieoficjalnie, bo w rzeczywistości zakończymy go dopiero 30 lipca. Z racji tego przytargałam do chałupy cały stos kart obserwacyjnych do wypełnienia by każdemu z 'moich' dzieci wystawić opinię. Roboty kupa a ja tu gadu gadu..

Z prac twórczych zrobiłam ostatnio kolce, które postaram się pokazać na dniach. Lakieruję też zakładki, które mam nadzieję poratować dużą ilością lakieru bo robiąc przerwy w twórczości chyba wypadłam z wprawy i porobiły mi się 'cudne' zmarchy..

Na poprawę humoru słucham sobie ukochanego hey'a, piosenek z płyty „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Mocno polubiony kawałek wrzucam do playera odpalającego się na blogu :)

13 czerwca 2010

Łakocie

Znalazłam łakocie w Centrum Hobbystycznym Decou.
Ja kuszę się na zestaw do decoupagu, o taki:

Zainteresowani scrapem też znajdą tam coś dla siebie:)
Zapisy do końca czerwca, wyniki candy 2lipca.

Dodatkowo w ichnim sklepie internetowym z okazji urodzin można otrzymać 4% rabatu robiąc zakupy do 20 czerwca!

Drugie candy z możliwością wyboru nagrody w Studio Conestoga. Zapisy do jutra, wyniki 15 czerwca.
Ja kuszę się na ten zestaw:

ale do wygrania jest jeszcze jeden, bardziej scrapowy:)

10 czerwca 2010

obiecałam, obiecałam

Uff, ale skwar.
Nie chcę marudzić bo gdy była sroga zima narzekałam, że za zimno więc teraz chyba nie wypada wpadać znów w ten sam ton..

Pokażę kilka biżutków, których radosną posiadaczką jest moja koleżanka Ania.
Ania na moją prośbę podesłała mi ich fotki, bo z Anią jest tak, że jak wpada zawsze coś przy niej z marszu robię (na życzenie - bo ona chce, bo jej Mama, koleżanka widziała i jej się spodobały albo kuzynka ma urodziny..).
Kilka biżutów z niżej zaprezentowanych było wykonanych wcześniej ale jakoś nie mam serca do użerania się z Naszym aparatem, który właściwie umiem włączyć i wyłączyć..

Swoją drogą ostatnie dwa dni mieliśmy z Panem Mężem ciche bo: "się wyżywasz na laptopie" (no trochę nim potrzęsłam bo robił co chciała a nie o co prosiłam klikając tu i ówdzie) a jak dostałam reprymendę, że niby popsuję i się "zachowujesz jak dzieciak" (jak pytam, chyba już musi być zepsute bo nie słucha! każdy by się wściekł!) to się wyżyłam na PM.
Ubodło go to się nie odzywał ale ile można nie jeść smakowitych obiadków z którymi specjalnie wędrowałam Mu przed nosem (a co!) :)
Dziś zmądrzał więc dostał dziś pyszny makaron z truskaweczkami.
Z tymi chłopami to krótko trzeba!

Do rzeczy wracając:

Te wykonałam na życzenie Ani, zdaje się, dla jej Mamy na niedawno obchodzone Święto Rodzicielki. Kamyczki to jakieś naturalne kamyczki (wylicytowałam na allegro całą kupę różnych rzeczy a nawet nie wiem co to toto:)), reszta elementy posrebrzane.

Te również na życzenie choć takich modeli wykonałam całą serię w różnych kolorach i o różnych długościach. Sama Ania posiada w swoich zbiorach wykonany przez moje ręce model z czarną zamiast zieloną kostką. Kostki to szkło, reszta posrebrzana.

Te także na zamówienie kupującej. Kulka i owal to czarno- białe koraliki cracle. Przekładki, szpilki i bigle posrebrzane.

Te już czekały gdy zjawiła się Anna. Metalowe kwiatki to duże przekładki ale nie miałam tak olbrzymich kulek by je nimi przełożyć. Na długą szpilkę założyłam więc koraliki (szkło powlekane) na to przekładkę a następnie odgięłam blisko za przekładka by całość trzymała się sztywno wyglądając jak kwiatek. Efekt zaskoczył mnie samą ale kolor kuleczek nie jest "mój". Półfabrykaty posrebrzane.

I na deser cały zestaw.
Moja pierwsza bransoletka to nocny wytwór (do 3 nad ranem dziubałam).
Co to za kamyczki pojęcia nie mam.
Bransoletka zrobiona jest na lince, zakończona z jednej strony zapięciem karabińczykiem z drugiej kilkoma oczkami łańcuszka aby regulować swobodnie jej szerokość.
Kolczyki dorobiłam już na prośbę Ani zainteresowanej bransoletką.
Elementy metalowe są posrebrzane.

03 czerwca 2010

cierpliwości się uczę pilnie

No i jak zapowiadałam .. odpadłam w przedbiegach.
Zła jestem na siebie bo za bardzo się spieszyłam i przez pośpiech poległam.
Czekam już na drugie podejście, termin wyznaczony a ja uczę się pilnie cierpliwości.

Decou nie ruszam - znowu nie mam serca do pstrykających farb.
Ale pokażę coś starego tu jeszcze nie pokazywanego:
kocie podkładki:

i rybkowe akwarium:


Biżu trochę produkowałam ale, oczywiście, część wydałam bez zrobienia fotek a to co mi zostało nie będzie chwilowo pokazane bo Pan Mąż pożyczył komuś nasz sprzęt i sam nie wie kiedy dostaniemy go z powrotem.
Tak, uczę się cierpliwości..