14 kwietnia 2010

Czas goni nas

Mam tyle obowiązków, że w czasie gdy inni kładą się spać, ja dopiero znajduję chwilę dla siebie.
Nie myślę o pracy, o kursach, obowiązkach w domu, o jutrzejszym obiedzie (bo jutro akurat obiad sponsoruje Pan Mąż ;)) i innych WAŻNYCH zajęciach.
Siadam i odpoczywam. Otwieram okno by poczuć wiatr, piję ulubioną herbatę, włączam muzykę. Czuję, że jestem. Że jeszcze nie zafiksowałam się, na własne życzenie, w nadmiarze zajęć. Wiem już, że nim dziś się położę będę musiała wstać i intensywnie spędzić przynajmniej 14 godzin z najbliższej doby (obowiązki na jutro mam zaplanowane od-do).
Czy dobrze mi z tym?
Nie lubię stagnacji, mam wrażenie, że nawet gdy nic nie robię wciąż działam. I mimo, że pod koniec tygodnia często mam dość a wolny weekend jest za krótki na odpoczynek, czuję się szczęśliwa w tym dzikim pędzie. Sama go w końcu wybrałam :)

Na dziś deska:

11 kwietnia 2010

...

Wczorajsza tragedia wciąż do mnie nie dotarła. Nie potrafię tego ogarnąć.
Kilka lat temu w mojej rodzinie też zginął Ktoś w wypadku lotniczym.
Ten Prezydent nie był moim Prezydentem ale i On i cała reszta na pokładzie byli ludźmi takimi jak ja..
Nie będę komentować.

Na osłodę wezmę udział w Candy na tym blogu:
Zapisy do 30 kwietnia, losowanie 1 maja.

04 kwietnia 2010

Kurza łopata i życzenia

Środek nocy a ja nie śpię. Może się w ogóle nie położę, bo muszę rano wstać na śniadanie wielkanocne u Rodziców, na które trzeba będzie dotrzeć w porze śniadania. Pan Mąż do spania mnie nie zachęca bo sam siedzi nad nową grą, a ja na swoje nieszczęście czuję przypływ weny.. Co prawda boje się ruszać o tej porze decou, bo nie mam już nic godnego zalania farbą..
Może więc po prostu pochwalę się ostatnim wielkanocnym dziełkiem i wejdę pod kołdrę, gdzie poduszka mnie przytuli i zasnę niechcący..
Kurza łopatka do naleśników:

Chciałam jeszcze z tego miejsca życzyć tym, którzy to przeczytają i tym, którzy nie przeczytają Świąt spokojnych, rodzinnych, spędzonych w atmosferze ciepła i miłości.

Zastanawiam się też nad rozdaniem drobnych słodkości choć nie wiem czy mnie tu ktoś odwiedza i czy się znajdą chętni. Niby licznik odwiedzin bije ale jakoś gości nie widzę..

02 kwietnia 2010

Świątecznie

Koniec tygodnia, za dwa dni Święta. Chwila na złapanie oddechu przed podjęciem świątecznych działań. Chciałam pochwalić się dziś dziełami, które wykonałam w przedszkolu, w którym pracuję.Radosna twórczość to podarki dla kadry 'od dzieci'.
Na poniższych zdjęciach przedstawiam resztki, czyli to co nie zostało rozdrapane nim przybyłam z aparatem.

Dzieci co roku na Wielkanoc otrzymują drobne słodkości. A wiadomo, że przynosi je zajączek. W tym roku wygląda on tak:
Wykonany jest z materiałów bardzo ekologicznych - wydmuszki, rolek po papierze toaletowym i elementów z tektury. Dzieci same malowały poszczególne elementy, ja zajęłam się łączeniem ich w całość i wydmuszką. Pomysł został zaczerpnięty z książki z serii "Każde dziecko to potrafi".

Teraz sznurowane pisanki - sznurek z bibułki:


I jajca w pełnej krasie - znaczy w koszyczku z pudełka po śmietanie i bibułkowych elementów. Jedynie bazie i bukszpan są prawdziwe a kurczątko z tych kupnych:

Podoba się Wam? :)

01 kwietnia 2010

lewa, prawa, dwie lewe ręce

Po pierwsze - policzyć do dziecięciu. Raz, dwa...dziesięć, pięćdziesiąt.
Wylałam wczoraj całą białą farbę. A właściwie dziś w nocy, bo była już po północna godzina. To znaczy sama się wylała bo źle zakręciłam słoik.Chciałam ją wymieszać przed użyciem a zrobiło się wielkie 'puff' i wszystko dookoła zalała farba. Ja, dywan, stół, nowe decou dziełka, spodnie Pana Męża, wszystko w cholernym białym dekoralu. Nie wiedziałam co najpierw ratować. Dywan doprałam, siebie domyłam, stół doszorowałam. Pan Mąż podratował swoje portki. Moje ciuchy i świeże stwory szlag trafił. Zła byłam niemożebnie, zła jestem. Chciałam cały majdan w karton wsadzić i wynieść w siną dal co Pan Mąż skwitował słowami: 'Zastanów się dobrze'. I wszystko stoi jak stało.
W każdym razie mam jedno postanowienie w związku z powyższym - koniec kupowania tanich substytutów w marketach budowlanych, bo drogo mnie to wychodzi (te moje portki miały zaledwie 4miesiące, sic!). Na moje potrzeby mogę dać więcej za mniej ale muszę wiedzieć, że się tubka dobrze zakręci.

Po nocnych wojażach z kolorem (zachciało mi się malować ok.1, skończyłam sprzątać przed 2) wstałam lewą nogą, z muchami w nosie i cholernie nie wyspana. W przedszkolu owijałam wydmuszki bibułą (foto niebawem), większość kleju zużyłam na klejenie paluchów i stłukłam nie mało jajec. Owe pisanki przeznaczyłam na prezenty "od dzieci" dla kadry w przedszkolu więc gdy wytłukłam połowę zapasów zostało dla mnie niewiele. Właściwie jedno jajco z kilkunastu zrobionych.

Pomalowałam przed chwilą zakładki, sztuk 3, ocalałymi resztkami białej farby z puszki, która nie zmieściła się gdy przelewałam ją do słoiczka. Złość trochę przeszła ale uznałam decoupage za brudne hobby.

EDIT: zapomniałam, że dziś Prima Aprilis - więc i los mi płata figle..

Na pocieszenie po przykrych przygodach znalazłam candy serwetkowe na blogu Panorama LeSage:

Zapisy do 25 kwietnia, losowanie kolejnego dnia.