15 grudnia 2010

Zima

Moje miasto zasypane! Stop! Szybciej da się przejść 10km piechotą niż pokonać autem! Stop! Ja smarkata i kichata (znowu!)! Stop! Chęci do działania są ale sił (przez te wstrętne choróbsko co się nie chce odczepić!) brak! Stop! Jedyna radość taka, że przyszła dziś do mnie paczka pełna zamówionych serwetek! Stop! Jak tylko poczuję się lepiej zaczynam działać twórczo (kij ze światecznymi porządkami ;)) Stop! Pozdrawiam!

04 grudnia 2010

Ło Matko, jak ten czas za...suwa!

Ledwo się obejrzałam a już grudzień na tapecie! Doprawdy nie wiem kiedy te dni mijają i którędy uciekają, że ich dogonić nie mogę..
Właściwie teraz cale dnie spędzam w pracy - wychodzę z domu - jeszcze ciemno, wracam do domu - już ciemno. Nastrój mam depresyjny, zapijam się smakowymi herbatkami i zagryzam czekoladkami na poprawę humoru. Do tego spotkało mnie nieszczęście bo jakiś paskudny złodziej ukradł mi radio z samochodu a ja nienawidzę jeździć bez radia :(
Od kiedy spadł śnieg trochę mi się poprawiło ale tylko trochę bo nie mam czasu iść potarzać się w nim, nie mam czasu na śnieżkową bitwę, na orla na śniegu - przy dzieciach nie wypada a wieczorem już mi się nie chce..
Na szczęście niebawem wolne, mam nadzieję, że śniegiem sypnie (takie mam życzenie urodzinowe a urodziny tuż) aby było biało przez cały grudzień! Styczeń i luty też mogłyby się ośnieżyć ale podejrzewam, że nie wszystkim to na rękę więc życzę sobie tylko śnieżnego grudnia. Da się zrobić?:)

Dawno temu wygrałam Novinkowe candy i jeszcze się nie pochwaliłam. Zdjęcia do duszy ale nie bardzo mam światło do pstrykania:




Przydaśki na pewno wykorzystam, już bardzo intensywnie pracuję nad przełamaniem lęku, że coś mi się nie uda przy próbach scrapowania:)

Szczególnie zaś z niespodzianki od Magdy i jej córci wzruszyła mnie śliczna sówka wykonana przez Novinkę:


Była to dla mnie szczególnie miła niespodzianka bo wiąże się ze wspomnieniem z dzieciństwa - gdy byłam mała lubiłam robić sówkę - wybałuszałam oczy i huczałam "u uuu" :) Gdy zobaczyłam zawartość paczuszki poczułam się naprawdę wzruszona - jeszcze serdecznie Wam dziewczynki dziękuję:*

Zawzięłam się ostatnio na decou i przetwarzam słoiki na przydasiowe schowki - niebawem będę się chwalić na blogu :) A na dziś mam coś już bardziej świątecznego:





Stare to dzieło, z nieudanym krakiem ale jakoś wciąż mnie urzeka ta butelczyna..:)

Na koniec dzisiejszego "bez ładu i składu" - jakaś taka niepoukładana jestem - chciałam powiedzieć, że zamiast craft imaginarium powstał blog craftypantki, gdzie kontynuowane będą wyzwania scrapowania codziennością. Dziewczyny na rozgrzewkę wymyśliły świąteczne, fantastyczne, zadanie - polecam zajrzeć i spróbować swoich sił! Ja nawet mam już pomysł a teraz tylko chwili czasu mi potrzeba na zebranie materiałów i wykonanie twora:)

Tymczasem idę chyba spać bo nie śpię od wczesnego rana. Chyba, bo mnie ręce świerzbią na jakieś wieczorne dłubanie.. :)

15 listopada 2010

recyclingowe wyzwanie craft imaginarium i inne dzieła z odzysku

Dziś tylko o dziełach z odzysku.
Jak już wspominałam na blogu bardzo lubię działać recyclingowo a jako, że pracuję w przedszkolu wciągam w twórcze działanie moje dzieciątka.
Nic więc dziwnego, że spodobał mi się pomysł wyzwania na craft imaginarium pt. "listopad na rolkach".
Moim odzewem na wyzwanie jest hiacynt wykonany z rolki po papierowym ręczniku kuchennym, zielonej bibułki (do owinięcia rolki) i kwadracików bibuły niebieskiej, które niezbyt staranie "skulkowane" i doklejone do rolki tworzą kwiatki. Listki wystające z żółtej doniczki są wycięte z papieru technicznego i pomalowane na zielono.
W przedszkolu pomysł zostanie wykorzystany dopiero na Dzień Mamy 2011 ale prototyp już jest:

Zdjęcie liche, robione telefonem, bo popsuł nam się kompakt a z wielką lustrzanką nie zamierzam się błąkać.

Prócz rolek chciałam pokazać jeszcze dwa recyclingowe dzieła.
Pierwsze, obfocone trochę dokładniej to DOM. Dom ze słoika, plasteliny, kawałka kartki i słomki. W słoiku woda zabarwiona farbą. Oczywiście to pierwowzór, do pokazania przedszkolakom. W ich wersjach dachy będą malowane samodzielnie wg uznania:




I na koniec krówka, która może służyć jako pudełko na kredki lub inne skarby na dziecięcym biurku. Krówka wykonana z oklejonego pudełka po mleku. Pudełko jest ucięte mniej więcej w połowie. Na szersze boki naklejony jest wycięty z bloku technicznego kształt z narysowanymi mazakami elementami wskazującymi na krówkę, na bokach węższych pasek papieru z narysowanymi łatkami. Tu krówka w wersji black & white, w przedszkolu dzieci będą ja samodzielnie malować farbkami:







Polecam twórcze przetwarzanie rzeczy z odzysku, to naprawdę fajna zabawa dająca dużo frajdy. A ponieważ materiały NIC nie kosztują nie ma stresu - można cudować i próbować aż będziemy zadowoleni z efektu :)

07 listopada 2010

Przydasiowy słoik + wygrane CANDY + listopadowa zabawa craft imaginarium

Ale mnie Novinka i jej Córcia Alicja uszczęliwiły! Wygrałam u Nich candy:) Dziewczynki dziękuję pięknie! To moje pierwsze wygrane CANDY więc radoć ogromna! Novinka szykuje mi niespodziankę - patrzac na jej poczynania nie mam najmniejszych wątpliwoci, że fantastyczną a że to fajna Babka jest tylko potęguje moją radoć z wygranej u Niej! Dzięki raz jeszcze:))

Pokażę jeszcze swoje niedawne dziełko - słoik na skrapowe przydasie, pierwszy z kilku zaplanowanych:)
Zdjęcia takie sobie bo i pogoda niezazbytnia :/






Zamierzam też na dniach rzucić swojego twora (albo dwa) na stronę craft imaginarium. U mnie ma to związek z zawodem - uwielbiam twórczo wykorzystywać recycling i w przedszkolu razem z dziećmi ciągle cos tworzymy:) Na potrzeby powyższej zabawy zbieram własnie rolki i inne materiały. Polecam bo to naprawdę fajne!!

24 października 2010

mało czasu, mało czasu

Dawno mnie tu nie było.
Ciągle brakuje mi czasu by usiąść spokojnie i coś potworzyć a co dopiero popisać na blogu!
Wpadam tylko od czasu do czasu, zaglądam tu i ówdzie w Wasze kąty i znowu znikam.
Dlaczego tak?
Przede wszystkim mój czas pożera praca. Wracam do domu i padam na twarz jakieś 4 na 5dni w przedszkolnym tygodniu. Mam fajne dzieciaki w grupie ale dzieci są zajmujące. One w ciągłym ruchu i ja z nimi. Po za tym przygotowanie zajęć, pisanie scenariuszy i wypełnianie innych papierków przy okazji odbywania stażu to katorżnicza praca. Ciągle coś.
Gdy nie pracuję i nie padam na twarz chętnie wsiadam w auto i sruuu, jadę sobie gdzieś bo mi jazda frajdę sprawia. Przeważnie na zakupy bo i te bardzo lubię:)
A po za tym zajmuję się moim miejskim hobby, które polecam i Wam. Wymaga trochę czasu i zaangażowania ale ja się bawię już od dawna i z dnia na dzień wciągam się bardziej. Co to za zabawa? Sprawdzcie tu. Ja się bawię naprawdę przednio a przy okazji łączę przyjemne z pożytecznym bo ta zabawa często gęsto uczy historii :)

No ale dziś jak już jestem pokażę to i owo.
Mój biżu warsztat w czasie produkcji, dziś znalazłam chwilę na potworzenie:)





Pochwalę się też moimi scrapowymi zapasami, zbieram by działać ale opornie idzie mi działanie w tym kierunku. Chęci są ale brakuje czasu i natchnienia niestety. Jedyne co mi się udaje to zazdraszczać blogowym koleżankom ich twórczości, którą podgladam na blogach..






Nim zapaliłam się do scrapa rodzina już się dziwnie patrzyła na moje zamiłowanie do zbieractwa, wszak wszystko można zdekupażować albo zmienić w jakieś cudo (pokazywałam twory z recyclingu robione w przedszkolu? No.) ale teraz uważają, że to napradę choroba bo zbieram prawie wszystko co zresztą widać na fotkach.

Na koniec ostatnia odsłona działkowego taborka w pełnej krasie. Taki jest i taki będzie. Pierwotnie myślałam o nogach w magnolie ale motywy z ryżowca są zbyt duże a na wycinanie serwetkowych nie mam ochoty. Później myślałam o bluszczu ale zrezygnowałam z pomysłu - chyba było by za bogato..






Dziękuję za uwagę, teraz wracam do obowiązków.

10 września 2010

Hip hip..

ZDAŁAM EGZAMIN NA PRAWKO!

31 sierpnia 2010

Znów o słodkościach..:)

Wracam dziś do pracy i nie będę ukrywać, że się cieszę:))

Od rana wypatrzyłam dwa zagraniczne Candy. Prawdę mówiąc chciałam nigdy nie wychodzić w tych sprawach po za granice naszego kraju ale grzechem jest się nie pofatygować dalej, gdy patrzy się na to co dziewczyny chcą sprezentować!

Na blogu Paper, Ink, Color! całe stado stempli a ja już jakiś czas temu bardzo pokochałam stempelki:)

Zapisy do dziś do północy.

A na blogu Hege Candy pełne papierów i innych fantastycznych przydasi!
O takich:

I też myślę, że nie spróbować to czysta głupota. Zapisy do końca dzisiejszego dnia!

Miłego dnia życzę:)

25 sierpnia 2010

odgrzewane kotlety

Smutno mi.
Myślę o związkach damsko-męskich i smutno mi.
Nie rozwijam tematu, bo nie ma co rozwijać.
Zapewne za jakiś czas dojdę do wniosku, że durna baba jestem, że wymyślam problemy bo wcale ich nie mam tak naprawdę..
Póki co jest mi jednak smutno i już mi głowa pęka od dumania nad tym i owym.

Nie chce mi się w związku z powyższym latać z aparatem i pstrykać moich ostatnich dzieł w związku z czym zaprezentuję dziś starocie. Seria kuchenna bo ją bardzo lubię i jakoś tak sama z siebie poprawia mi humor:)

Jabłecznik - deska, która została uprowadzona przez koleżankę mojej Mamy, gdy lakier jeszcze dosychał..



Dwuczęściowa seria ziołowa:
deska







łopatka do naleśników





To mój najulubieńszy motyw kuchenny:)

Słodkie łopatki:
porzeczkowa


i truskawkowa


Deska oliwkowa:


I na deser deska cytrusowa:


Z kuchennych desek mam jeszcze jeden niewypał ale mimo wszystko jestem z niego dumna. Zamiast wyrwać wycięłam serwetkę (1/4)i przykleiłam co zakończyło się tak jak widać. Gdybym pomyślała o wyrwaniu wszystko pięknie by się wtopiło bo dorabianie tła na górze deski poszło mi wtedy wyjątkowo dobrze. Na żywo koniec serwetki i początek domalunków nie rzuca się aż tak w oczy ale nie jest też zupełnie niewidoczny:


Z nowości mam zdjęcie taborka w stanie przejściowym, o proszę:




Na dzień dzisiejszy stan robót jest bardziej zaawansowany ale nie posiadam zdjęć. Myślę, że jego następna sesja będzie miała miejsce po wylakierowaniu - jak nabiorę chęci do działania pewnie pod koniec tygodnia skończę.

Zmieniając temat - ale pozostając w kręgu działań twórczych - uzupełniam zbiory scrapowe zakupując na okolicznych blogach i forach (np. tu i tu) w tajemnicy przed M.różne cuda - już widzę, że miał rację twierdząc, że popadam w następne kosztowne hobby:) Nie mówię Mu o powyższym upłynnianiu gotówki, bo próbuję od kilku dni namówić Go na gilotynę - jet to na tyle widoczne urządzenie, że na pewno nie umknie jego uwadze a co za tym idzie powinien wyrazić zgodę albo przynajmniej przyjąć do wiadomości, że zamierzam się na takie cuś.
Jak już dotrą moje zakupy postaram się pochwalić i zakupami i moimi poczynaniami w tym zakresie:)